Nowe testy mają odzwierciedlać rzeczywiste poziomy emisji spalin przez samochody z napędem dieslowskim, czego - według Komisji Europejskiej - nie zapewniały pomiary przeprowadzane w laboratoriach.


Duży wpływ na tę decyzję miał z pewnością ujawniony we wrześniu skandal z manipulowaniem pomiarami emisji spalin w samochodach Volkswagena, w których instalowano specjalne oprogramowanie zmniejszające emisje w trakcie testów laboratoryjnych. Dotyczy to 11 mln samochodów sprzedanych na całym świecie i niewykluczone, że ich liczba jest większa.


"UE jest pierwszym i jedynym regionem na świecie, który wprowadza takie pewne metody pomiarów. I to nie koniec" - oświadczyła komisarz UE ds. rynku wewnętrznego Elżbieta Bieńkowska. Zapowiedziała także rewizję unijnych przepisów w sprawie homologacji typu pojazdów silnikowych. Jak poinformowała KE, wstępne decyzje zapadły w komitecie technicznym, w którym zasiadają eksperci krajów unijnych.


Różnica wyników między testami na drodze a w laboratorium: maksymalnie 110 proc.


Nowe zasady pomiarów emisji spalin wprowadzane będą w dwóch etapach, w których producenci samochodów będą musieli zmniejszać różnicę pomiędzy wynikami pomiarów laboratoryjnych a wynikami pomiarów w rzeczywistych warunkach drogowych. Od września 2017 r. w przypadku nowych modeli samochodów wartość pomiarów emisji spalin dokonywanych w warunkach drogowych będzie mogła być maksymalnie o 110 proc. wyższa niż wartość testu w laboratorium. Do stycznia 2020 r. różnica ta będzie musiała zostać zmniejszona do 50 proc.


Ten harmonogram dotyczy nowych modeli. Na dostosowanie nowych samochodów ze starszych modeli producenci będą mieć więcej czasu: do września 2019 r. w pierwszym etapie oraz do stycznia 2021 w drugim etapie.


Według KE obecnie różnica między wynikami pomiarów wynosi około 400 proc.


Ekolodzy: limity emisji i tak zbyt wysokie


Uzgodnienia krajów UE skrytykowały organizacje ekologiczne, których zdaniem limity są zbyt wysokie. Według organizacji Greenpeace obecne unijne limity emisji spalin przez samochody diesla to 80 miligramów tlenku azotu na kilometr, a środowe uzgodnienia oznaczają, że do września 2019 r. samochody te będą mogły emitować ponad dwa razy więcej, bo 168 mg/km tlenku azotu, a od 2020 r. - 120 mg.


"Europejskie rządy nagradzają oszustów. Czy przebywały na innej planecie przez ostatnie kilka tygodni? Afera spalinowa pokazała, że ceną za uleganie presji przemysłu motoryzacyjnego jest zdrowie ludzi i zniszczenie środowiska. Zagraża to także konkurencyjności Europy" - ocenił Jirzi Jerzabek z Greenpeace.


PAP