Dla Janusza Piechocińskiego to czas aż trzech pożegnań: z rządem i Sejmem - bo nie zdobył mandatu - a wkrótce także z kierowaniem partią. - W najbliższym tygodniu będę proponował dwa scenariusze: albo szybką zmianę, jeśli jest ktoś gotowy, aby to pociągnąć, albo przyspieszenie kongresu. I już zapowiadam, że nie będę na tym kongresie ubiegał się o funkcję prezesa PSL - powiedział Piechociński.

 

To cena za wynik jego własny i całej partii. Z trzydziestu ośmiu posłów PSL-owi zostało zaledwie szesnastu, a do późnego wieczora w poniedziałek, ważyło się w ogóle wejście Ludowców do Sejmu. Gdyby nie 13 setnych procenta, czyli około piętnastu tysięcy głosów, nie tylko prezes, ale całe PSL po raz pierwszy znalazłoby się poza Sejmem.

 

- Rozumiem, że to jest rezygnacja prezesa Piechocinskiego. Myślę, że racjonalnie to uczynił, bo nie będąc w Sejmie trudno byłoby kierować partią - powiedział poseł Franciszek Stefaniuk (PSL). On sam także nie dostał się do Sejmu.

 

O to samo zaapelował Stanisław Żelichowski, który uważa, że partia powinna postawić na młodzież. - Będzie miała lepszy kontakt ze swoimi rówieśnikami, którzy wiedzą czego chcą, będzie tym elementem, który podniesie PSL z kolan, bo w tej chwili trochę na tych kolanach jesteśmy - przyznał kolejny parlamentarzysta Ludowców, który nie uzyskał wystarczającego poparcia wyborców.

 

Gdy pada pytanie o nowego lidera PSL najczęściej słyszy się nazwisko ministra pracy Władysława Kosiniaka-Kamysza, który do Sejmu wszedł i to z dobrym wynikiem. Sam zainteresowany na ten moment nie chce się wypowiadać, ale przyznaje, że coś w się PSL skończyło. - Trzeba przeformatować nasze myślenie o polityce - uznał Kosiniak-Kamysz.

 

Polsat News