- Mogę jedynie potwierdzić, że taka decyzja zapadła; obowiązuje od 26 października – powiedziała rzeczniczka Centrum Joanna Komolka.

 

Według resortu zdrowia eksperymentalna terapia dr Bachańskiego "była nielegalna i prowadzona z narażeniem dzieci na niebezpieczeństwo". W jego obronie protestowali latem rodzice dzieci, którym pomagał. Prawnik lekarza zapowiedział, że sprawa trafi do sądu pracy.

 

W lipcu CZD poinformowało, że prowadzone przez dr. Bachańskiego eksperymentalne leczenie padaczki środkami zawierającymi marihuanę zostało zawieszone. Instytut informował wówczas, że lekarza poproszono o wstrzymanie działań oraz wystąpienie do Komisji Bioetycznej o opinię i zgodę w tej sprawie.

 

"Leczenie prowadzone przez dr. Bachańskiego nigdy nie zostało - wbrew przepisom i wielokrotnym prośbom dyrekcji  - zgłoszone i nie otrzymało zgody Komisji Bioetycznej, a więc było nielegalne. Było prowadzone bez planu dawkowania leków i badań kontrolnych, bez rzetelnej oceny skuteczności i bezpieczeństwa leczenia w dokumentacji medycznej pacjentów" – stwierdziły władze Centrum. Zgłosiły też zawiadomienie o możliwości popełnienia przez Bachańskiego przestępstwa narażenia pacjentów na utratę życia lub ciężki uszczerbek na zdrowiu.


Sam Marek Bachański w liście otwartym do ministra zdrowia pisał, że CZD podważyło "w sposób nieludzki i niezgodny z prawdą" jego kompetencje i doświadczenie zawodowe. Zapewnił, że jego przełożeni wiedzieli o prowadzonym przez niego leczeniu i otrzymał zgodę na terapię nie więcej niż dziesięciu pacjentów. Jak dodał, jego przełożeni nie interesowali się szczegółowo przebiegiem leczenia, nikt też nie przekazywał mu żadnych uwag dotyczących m.in. dawkowania leków i prowadzonej dokumentacji medycznej.


Lekarz ma wsparcie rodziców leczonych przez siebie dzieci. Przekonują oni, że marihuana medyczna jest ratunkiem dla ich dzieci. Podkreślają, że muszą łamać prawo, by zapewnić swoim dzieciom dobre funkcjonowanie. Tłumaczą, że dostęp do leków, które są przepisywane, jest możliwy zgodnie z prawem przez import docelowy, czyli sprowadzenia leku z zagranicy dla konkretnego pacjenta. Taka procedura trwa nawet 3 miesiące. Rodzice przyznają, że kupują leki poza granicami Polski i przywożą je do kraju, choć jest to niezgodne z prawem. Zwracają też uwagę, że koszt takiego leku w Holandii to 39 euro (ok.160 zł), w Polsce - ponad 500 zł.

 

PAP