Wrocławianie są w równie głębokim kryzysie, co Jagiellonia. Podopieczni Tadeusza Pawłowskiego nie wygrali już od pięciu spotkań z rzędu. Goście zaczęli mecz dobrze - już w 18. minucie Danielewicz mógł trafić do bramki po efektownym strzale przewrótką, ale piłka odbiła się od poprzeczniki.

 

W lepszych nastrojach do szatni schodzili jednak gospodarze - dokładnie w 45. minucie bramkę zdobył Stępiński, który dostał piłkę od Iwańskiego i z narożnika pola karnego dokręcił ją na dalszy słupek. Futbolówka odbiła się od niego i wpadła do siatki.

 

Po zmianie stron wrocławianie nie potrafili znaleźć sposoby na odrobienie strat. Chorzowianie mogli nawet prowadzić 2:0, ale w doliczonym czasie gry rzutu karnego nie wykorzystał Lipski. Gospodarzom nie przeszkodziła nawet czerwona kartka, którą pod koniec spotkania obejrzał Grodzicki.

 

Jagiellonia na dnie

 

Cierpliwość kibiców na Podlasiu testuje Michał Probierz. Jego Jagiellonia Białystok przegrała w piątek czwarty mecz z rzędu. Tym razem u siebie, a rywalem była Wisła Kraków.

 

Mecz zaczął się jednak po myśli "Jagi". W 23. minucie Tarasovs wygrał pojedynek główkowy w polu karnym i otworzył wynik meczu. Radość gospodarzy trwała zaledwie dwie minuty - Modelski sfaulował w polu karnym Burligę, a Brożek wykorzystał rzut karny. Dzięki tej bramce w klasyfikacji strzelców wszech czasów ekstraklasy napastnik przegonił Jerzego Podbrożnego.

 

"Biała Gwiazda" trzy punkty zapewniła sobie dopiero w drugiej połowie. W 62. minucie goście wyszli na prowadzenie po potężnym woleju Jankowskiego. Ten sam zawodnik w 74. minucie podwyższył na 3:1. W doliczonym czasie gry na listę strzelców wpisał się Guerrier, który po kontrze zdobył czwartego gola dla Wisły.

 

Polsat News