Do wypadku doszło 3 maja w szczecińskiej dzielnicy Wielgowo. Według aktu oskarżenia, 35-letnia Karolina P. wypiła przed jazdą kilka piw. Jechała rozpędzonym terenowym SUV-em drogą, na której prędkość była ograniczona do 30 km/godz. Straciła panowanie nad autem i potrąciła idącą poboczem 15-letnią Weronikę. Chłopcu, który towarzyszył nastolatce, nic się nie stało. Samochód uderzył następnie w ogrodzenie budynku. Karolina P. uciekła z miejsca wypadku. Świadkowie zapamiętali jednak numery rejestracyjne auta, dzięki którym ją znaleziono. Została zatrzymana tego samego dnia wieczorem; miała ponad 2 promile alkoholu we krwi. Potrącona nastolatka doznała wielu obrażeń, zmarła następnego dnia.

 

Sąd Rejonowy Szczecin-Prawobrzeże i Zachód uzasadniając wyrok uznał, że kobieta jechała ewidentnie za szybko i zostawiła 15-letnią Weronikę umierającą. - Zawsze jest szansa na to, że nawet gdy zrobiło się coś złego, to można to jakoś naprawić, oskarżona z tej szansy nie skorzystała - orzekł sąd.

 

- Niestety na drodze auta stało dwoje bardzo młodych ludzi. Jedno nie żyje. Oskarżona widząc, co się dzieje, poszła do domu, odprowadzana krzykami umierającej dziewczyny - wyjaśniła prowadząca rozprawę sędzia Monika Orzechowska.

 

Nie ma wytłumaczenia na to, co zrobiłam

 

Prokuratura żądała 8 lat więzienia i 10-letniego zakazu prowadzenia pojazdów. Choc sąd orzekł wyrok nieco surowszy rodzina zabitej dziewczyny oceniła go  jako zbyt niski i nieadekwatny do zawinionego czynu.

 

-  Nastąpiła nie tylko śmierć dziecka, ale na zdrowiu podupadli też oboje rodzice, którzy nie potrafią odnaleźć się w obecnej sytuacji - powiedział wujek nieżyjącej nastolatki.

 

Oskarżona podczas procesu przepraszała rodzinę zabitej dziewczyny. - Już czasu nie cofnę. Nie ma wytłumaczenia na to, co zrobiłam - mówiła 37-latka.

 

PAP, Polsat News