Reuters zaznacza, że to jeden z najdobitniejszych w ostatnim czasie przejawów tego, jak kryzys migracyjny może spolaryzować brytyjskie poglądy na kwestie europejskie.

 

- Wiemy, że imigracja była w ciągu lata ważnym tematem i że trend ten był częściowo wywołany wszystkimi tymi historiami o migracji z Syrii i innych miejsc do Europy oraz kryzysem wokół uchodźców. To część tego, co wspomaga ten trend - powiedział w rozmowie telefonicznej z Reuterem szef badań politycznych Ipsos MORI Gideon Skinner.

 

W Unii, ale na brytyjskich warunkach

 

Brytyjski premier David Cameron chce wynegocjować zmianę warunków członkostwa Wielkiej Brytanii w UE przed planowanym do końca 2017 roku referendum w sprawie wyjścia z Unii. Tylko 37 proc. ankietowanych przez Ipsos MORI liczy, że szef rządu uzyska korzystne koncesje.

 

Kilka dni temu Cameron powiedział, że szczegółową listę żądań Wielkiej Brytanii przedstawi na początku listopada w liście do szefa Rady Europejskiej Donalda Tuska. Po raz pierwszy oficjalnie określił cztery kluczowe obszary renegocjacji, które wcześniej pojawiały się w medialnych spekulacjach.

 

Cameron wskazał, że oczekuje zwiększenia suwerenności Wielkiej Brytanii i znaczenia zasady subsydiarności (zasady pomocniczości stanowiącej, że na poziomie unijnym załatwia się tylko te sprawy, które nie mogą być równie skutecznie załatwione na poziomie krajowym). Chce domagać się wyłączenia Wielkiej Brytanii z zasady "coraz ściślejszej unii", a także wzmocnienia roli parlamentów narodowych, które miałyby otrzymać prawo blokowania unijnych przepisów.

 

Premier dodał również, że chce liberalizacji handlu Unii Europejskiej z resztą świata, szczególnie ze Stanami Zjednoczonymi, Japonią i Chinami. - Chcemy, aby Unia Europejska pomagała nam się rozwijać, a nie obniżała naszą konkurencyjność - podkreślił. Ten postulat Londynu stoi w kontrze do narastającego społecznego sprzeciwu w kontynentalnej Europie wobec umowy o wolnym handlu ze Stanami Zjednoczonymi (TTIP).

 

PAP, Reuters