- Właśnie się temu przyglądamy  - powiedział rzecznik VW. Odmówił podania liczby samochodów podlegających kontroli. - Rzetelność jest dla nas ważniejsza niż pośpiech – stwierdził.

 

Sprawdzany pod kątem manipulowania pomiarem emisji spalin jest silnik EA 288 z normą spalin Euro-5 wykorzystywany m.in. w modelu Golf, od 2012 roku. Dotychczas Volkswagen zakładał, że afera z manipulowanym systemem komputerowym dotyczy jedynie starszej wersji silnika.

 

Skandal ze zmanipulowanym oprogramowaniem wybuchł we wrześniu. W USA tamtejsza federalna Agencja Ochrony Środowiska ustaliła, że oprogramowanie zainstalowane w ponad 480 tys. samochodów Volkswagena z silnikiem dieslowskim uaktywnia system ograniczania emisji spalin (przestawianie silnika na szczególnie oszczędny tryb pracy) tylko na czas oficjalnych pomiarów testowych. Oznacza to, że w normalnych warunkach auta Volkswagena z dieslami mają lepsze osiągi, ale zanieczyszczają powietrze o wiele bardziej niż to dopuszczają przepisy w USA.

 

Nieco później okazało się, że problem dotyczy też samochodów Volkswagena sprzedawanych w Europie. Koncern ogłosił, że wezwie do naprawy ok. 8,5 mln aut w Unii Europejskiej. Szef firmy Matthias Mueller ocenił, że naprawienie szkód wynikłych ze skandalu zajmie 2-3 lata.

 

Według nieoficjalnych szacunków skandal może kosztować Volkswagena nawet 35 mld euro z powodu koniecznych napraw, spraw sądowych i kar finansowych.

 

PAP