W czwartek Sądowi Okręgowemu w Warszawie udało się zacząć proces. W pierwszym wyznaczonym terminie, 12 października, było to niemożliwe, bo nie stawił się jeden z podsądnych, odpowiadających z wolnej stopy.

 

Według prokuratury, gen. Papała zginął przypadkiem. Zastrzelił go Igor M. (przed zmianą danych osobowych Igor Ł). ps. Patyk, którego Papała  przyłapał na próbie kradzieży samochodu. Prokuratura utrzymuje, że złodzieje chcieli ukraść daewoo stojące przed blokiem i prawdopodobnie nie wiedzieli, do kogo ono należy.

 

41-letni "Patyk" jest świadkiem koronnym od lat współpracującym z policją. Wg śledczych, jeszcze w czasach, gdy był członkiem gangu złodziei samochodów nosił broń, aby zastraszać kierowców.

 

"Patyka" na salę sądową doprowadziła policja. Podczas rozprawy siedział w kominiarce na twarzy. Sąd utajnił proces na czas składania przez niego wyjaśnień, gdyż jako świadek koronny ma prawo do ochrony wizerunku i wypowiedzi. Jako jedyny w procesie jest aresztowany. 

 

Poza Igorem M. na ławie oskarżonych zasiada sześć osób, którym zarzucono kradzieże kilkudziesięciu samochodów w końcu lat 90. Trzech z nich oskarżono też o usiłowanie dokonania rozboju wobec Papały.

 

To nie było zabójstwo na zlecenie

 

Zdaniem śledczych, nie ma żadnych dowodów na to, że śmierć Papały była zabójstwem na zlecenie. Wcześniej w innym wątku sprawy, dotyczącym nakłaniania do zabójstwa Papały, prawomocnie uniewinniono Ryszarda Boguckiego i Andrzeja Z. ps. Słowik.

 

Marek Papała został zastrzelony w czerwcu 1998 roku przed blokiem, w którym mieszkał. Przez lata w śledztwie badano różne wersje zdarzenia.

 

Przełom nastąpił w 2011 r. Ustalono wtedy mężczyznę, który mógł znać okoliczności zabójstwa Papały. To Robert P. członek gangu złodziei samochodów, w skład którego wchodził także "Patyk". Mężczyzna zgodził się na współpracę z prokuraturą pod warunkiem przyznania mu statusu świadka koronnego.

 

PAP