- Prawdopodobieństwo tego, że zostanę ministrem spraw wewnętrznych jest równie prawdopodobne, jak to że zostanę przedstawicielem przyszłego rządu przy Stolicy Apostolskiej, albo w Burundii - ocenił gość Polsat News Joachim Brudziński pytany o to, czy faktycznie objąłby tekę ministra MSW, gdyby PiS wygrało wybory.

 

Przewodniczący Komitetu Wykonawczego Prawa i Sprawiedliwości komentował również treść taśm, które ujawnione zostały w środę [dotyczących prywatyzacji Ciechu - red]. - Czołowi politycy traktowani są przez najbogatszego Polaka jak chłopcy na posyłki. Jeżeli człowiek, który stoi na czele Najwyższej Izby Kontroli zachowuje się tak jak wynika z tych taśm, to w mojej ocenie nie ma na to lepszego określenia jak to, które ukuł Melchior Wańkowicz - powiedział.

 

Brudziński nawiązał w ten sposób do poezji znanego polskiego pisarza, uznawanego za autora neologizmu literackiego "kundlizm", oznaczającego postawę godną pogardy, będącą przeciwieństwem szlachetności, autentyczności i bezinteresowności.

 

 

- Nawet w ostatnich dniach do siedziby Giełdy Papierów Wartościowych weszło CBA. Temat będzie jednak zamknięty dopiero wtedy, kiedy osoby odpowiedzialne za tę degrengoladę  poniosą konsekwencje i to nie tylko polityczne - dodał Brudziński.

 

Fragmenty trzech nagranych rozmów dotyczących prywatyzacji Ciechu ujawniła w środę wieczorem Telewizja Republika. To rozmowy Jana Kulczyka z byłym marszałkiem Sejmu Radosławem Sikorskim, ówczesnym prezesem NIK Krzysztofem Kwiatkowskim i lobbystą Piotrem Wawrzynowiczem w Pałacyku Sobańskich.