O swej decyzji Joe Biden poinformował w specjalnym oświadczeniu w ogrodach Białego Domu w obecności prezydenta Baracka Obamy oraz swej żony.

 

- Niestety uważam, że mam już za mało czasu, by prowadzić zwycięską kampanię - powiedział. Przyznał też, że wciąż pogrążony jest w żałobie po śmierci syna, Beau Bidena, który zmarł w maju na raka. - Ale choć nie będę kandydatem, to nie zamierzam siedzieć cicho - zapewnił. Powiedział, że wraz z rodziną będzie aktywnie starał się wpłynąć na przebieg kampanii, popierając kandydata, który zdobędzie nominację Partii Demokratycznej, ale nie poparł z nazwiska żadnego z kandydatów.

 

O nominację Demokratów w prawyborach, które zaczynają się za niespełna cztery miesiące, ubiega się obecnie czworo kandydatów, a faworytką jest była sekretarz stanu Hillary Clinton. Według sondaży gdyby Biden zdecydował się na udział, to mógłby liczyć w skali kraju na ok. 13-15 proc. poparcia wśród wyborców Demokratów, a Clinton na około 50 proc.


PAP