Belgijski dziennik "Le Soir" informuje, że w trakcie uroczystego bankietu na stoły trafiło wino Tauzinat-l’Hermitage z 2011 roku, które kosztowało 12 euro za butelkę. Autor przyznał, że minęły już czasy, gdy koronowane głowy pijały oficjalnie Mouton Rothschild, które może kosztować nawet około 100 euro za butelkę. Przypomina też, że w trakcie obiadu króla Filipa i królowej Matyldy z niderlandzką parą królewską w 2013 roku zaserwowano wino Montagny 1er cru La Grande Roche, za którego butelkę trzeba zapłacić około 20 euro.

 

Belgijska gazeta zapytała ekspertów, co sądzą o serowanym przez polskiego prezydenta trunku. Eric Boschman stwierdza, że wybór tańszego wina pokazuje, iż Polska, podobnie jak inne kraje europejskie, oszczędza. "Nie mam nic przeciwko zaserwowanemu winu. Jest dobre, adekwatnie do ceny" - podkreślił. Dodał jednak, że winu "brakuje wystawności", a częstowanie napojem alkoholowym za 12 euro byłoby stosowne w przypadku podejmowania w domu bliskiego przyjaciela, ale już nie pary królewskiej.

 

Z kolei Marc Roisin uważa, że wybór był "poprawny". - Podać wino droższe i bardziej znane, to podejście konserwatywne: ma się pewność, nie ma ryzyka. Z drugiej jednak strony, wyszukanie przyjemnego wina w przystępnej cenie, co wymaga więcej zachodu, może być przez gości odebrane jako miły gest - przekonuje.

 

Gazeta przypomina, że w Polsce nie ma kultury picia wina. "Statystyczny Polak pije trzy litry wina rocznie, co nie jest wielką ilością w porównaniu z 44 litrami, które pije statystyczny Francuz" - zauważa "Le Soir".