Trafiony w głowę trzylatek został od razu przewieziony do szpitala Norweskiego w Chicago przez jednego z członków rodziny. Chłopca natychmiast przewieziono do kolejnego szpitala - Mt. Sinai. Nie udało się go jednak uratować.

 

Policja w Chicago poinformowała w komunikacie, że 25-letni ojciec chłopców Michael Santiago, został już aresztowany. Mężczyzna, który w przeszłości był członkiem gangu, trzymał naładowany rewolwer na lodówce. Dziecko mogło łatwo po niego sięgnąć.

 

Podczas wypadku matka dzieci była na zakupach, a ojciec w pracy. W domu był wtedy dziadek chłopców, lecz znajdował się w innym pomieszczeniu.

 

Ojciec, do którego należał pistolet usłyszał już zarzut narażenia dzieci na niebezpieczeństwo. Z aresztu wyszedł za kaucją wysokości 75 tys. dolarów. Prokuratura stanowa podała, że Michael Santiago w przeszłości należał do gangu i niedawno zeznawał przeciwko byłemu koledze w procesie o mordestwo. - W celu ochrony swojej rodziny posiadał broń - powiedział przed sądem prokurator Joseph DiBella.

 

- Ta sprawa tragicznie ilustruje główną przyczynę przemocy w Chicago, którą jest zalew nielegalnych pistoletów w mieście - powiedział w rozmowie z agencją Associated Press nadinspektor Garry McCarthy z policji chicagowskiej. Jego zdaniem problem nielegalnej broni w Chicago jest większy, niż w jakimkolwiek innym mieście w kraju. Policjant dodał, że tylko w 2015 roku policja przejęła 5,5 tys. sztuk broni posiadanej bez zezwolenia.

 

 


abcNEWS