Funkcjonariusze weszli  nocą do mieszkań osób podejrzanych o współpracę z Państwem Islamskim. Siły bezpieczeństwa nie ujawniły, z jakich krajów pochodzą aresztowani oraz od kiedy przebywają w Turcji.

 

Masowe zatrzymania są wynikiem zamachu bombowego, do którego doszło tydzień temu na dworcu kolejowym w stolicy Turcji. Podczas ataku w Ankarze zginęły 102 osoby.

 

Na razie nikt nie przyznał się do zamachu. Domniemania tureckiego rządu wskazują, że stoją za nim dżihadyści lub radykalnie lewicowi bojownicy. Główne podejrzenia władze kierują  ku dwóm zamachowcom samobójcom, lecz nie ujawnili ich tożsamości. 

 

Szukają sprawców poprzez Twittera

 

Premier Turcji Ahmet Davutoglu w środę zapowiadał, że śledztwo w tej sprawie się rozszerza, m.in. badane są konta na Twitterze i adresy IP. - Nasza praca osiągnęła już pewne wyniki, dowiedzieliśmy się, że zarówno Państwo Islamskie, jak i kurdyjskie PKK mogły mieć udział w organizacji - poinformował Davutoglu.

 

Zamach przed dworcem kolejowym w Ankarze był najpoważniejszym we współczesnej historii Turcji. Do eksplozji doszło przed początkiem pokojowej demonstracji działaczy prokurdyjskich i lewicowych. W 2003 roku w atakach na dwie synagogi, siedzibę banku HSBC w Stambule i brytyjski konsulat zginęły 62 osoby. Według władz tamte zamachy były typowe dla Al-Kaidy.

 

Reuters, PAP