Zabity należał do grupy 54 Afgańczyków, którzy w nocy z czwartku na piątek nielegalnie przekroczyli granicę turecko-bułgarską. Do strzelaniny doszło gdy policja próbowała zmusić uchodzców do powrotu na stronę turecką. Początkowo policja twierdziła, że jeden z Afgańczyków był uzbrojony i zaczął strzelać do patrolu. W odpowiedzi funkcjonariusze również urzyli broni i śmiertelnie ranili jednego z mężczyzn.

 

- Była to grupa zachowująca się w sposób bardzo agresywny, żaden z nich nie posiada dokumentów - mówił na specjalnie zwołanej konferencji prasowej szef służb operacyjnych MSW Georgi Kostow. Przyznał, że nie chodziło o strzelaninę. Policja oddała jeden strzał ostrzegawczy. Afgańczyk został ugodzony rykoszetem pocisku. Odwieziono go do szpitala, lecz w drodze zmarł. W torbie, znalezionej na miejscu zdarzenia i należącej do zmarłego, znaleziono pistolet.

 

Na granicy z Turcją w lipcu ubiegłego roku powstało 30-kilometrowe ogrodzenie z drutu kolczastego, mające wstrzymywać nielegalnych imigrantów. Obecnie buduje się jego ponad 130-kilometrowe przedłużenie. Ochronę granicy zapewnia policja graniczna, a w razie konieczności oddziały wojskowe z wozami terenowymi.

 

Z oficjalnych danych wynika, że do Bułgarii od początku roku przybyło ok. 20 tysięcy nielegalnych imigrantów, by przedostać się dalej na Zachód. Według nieoficjalnych szacunków jest ich jednak znacznie więcej.


To pierwszy przypadek śmiertelnego postrzelenia imigranta na granicy bułgarskie

 

PAP