Impreza inaugurująca działalność samorządu studenckiego w nowym roku akademickim odbywała się w budynkach dydaktycznych uczelni, a do tragedii doszło w łączniku znajdującym się na wysokości pierwszego piętra pomiędzy dwoma częściami holu. Ze wstępnych ustaleń wynika, że w trakcie imprezy mogło dojść do paniki wśród uczestników i stratowania części z nich. Jedna z osób, która odniosła obrażenia zmarła w szpitalu. Dwie inne są w stanie krytycznym.

 

Policjanci przeprowadzają obecnie oględziny i przesłuchują świadków. Pod nadzorem prokuratury będą oni dokładnie wyjaśniać przyczyny i okoliczności tego zdarzenia, jak i śmierci kobiety.

 

Rzecznik uniwersytetu Mieczysław Naparty tłumaczył mediom, dlaczego impreza nie była zakwalifikowana jako masowa. - Uczelnia takiego obowiązku nie miała, dlatego że impreza organizowana przez samorząd studencki nie miała charakteru imprezy masowej. Zacytuję: przepisów ustawy nie stosuje się do nieodpłatnych imprez masowych, organizowanych na terenach zamkniętych będących w trwałym zarządzie jednostek organizacyjnych, podległych, podporządkowanych lub nadzorowanych przez ministra obrony narodowej, ministra sprawiedliwości oraz ministrów właściwych ds. wewnętrznych, ds. oświaty i wychowania, ds. szkolnictwa wyższego oraz ds. kultury fizycznej. Także tutaj ze strony uczelni tego formalnego zarzutu stawiać nie można. Byla to impreza wewnętrzna, jak najbardziej prawnie usankcjonowana - tłumaczył.

 

 

Jak poinformował w czwartek PAP zastępca prokuratora rejonowego Prokuratury Rejonowej Bydgoszcz-Północ Adam Lis, śledztwo prowadzone jest pod kątem sprowadzenia niebezpieczeństwa dla życia i zdrowia wielu osób, a także w związku ze spowodowaniem śmierci uczestnika zdarzenia. - Prokurator przeprowadzał oględziny miejsca zdarzenia. Zlecone zostało też przeprowadzenie sekcji zwłok osoby, która zmarła dziś w nocy w szpitalu. Prokuratura ustala tożsamość wszystkich osób pokrzywdzonych w tej sprawie. Wiemy, że do szpitali trafiło łącznie 11 osób - powiedział.

 

Dopalacze i alkohol przyczyną tragedii?


Impreza była legalna, a zgodę na nią wyraził rektor Uniwersytetu, Antoni Bukaluk. Przed południem zorganizował on specjalną konferencję na której zaprezentował swoje stanowisko w sprawie i przedstawił kilka nowych faktów dotyczących zajścia. Podkreślił, że imprezę zabezpieczało 15 pracowników firmy ochroniarskiej i 40 osób wyznaczonych przez samorząd studencki.


- Dochodzenie wykazało, że w okolicznych koszach były ślady po dopalaczach i puszkach. Tutaj studenci nie mieli prawa posiadać alkoholu, ale nie wiadomo co działo się na zewnątrz – powiedział rektor.


Na koniec swojej wypowiedzi podkreślił, że bierze na siebie pełną odpowiedzialność za to co się wydarzyło. - Chciałbym złożyć głębokie kondolencje. Niewątpliwie odpowiedzialność za to, co dzieje się na uczelni ponosi rektor. Nie podam się jednak do dymisji, ponieważ zgody na przeprowadzenie tej imprezy udzieliliśmy na określonych zasadach - skomentował.

 

 

 

Polsat News, PAP