Po wypadku właściciel firmy remontowej wywiózł pracownika kilka kilometrów od placu budowy i zostawił na przystanku autobusowym. Robotnik pracował na czarno. Szef nie zawożąc go do szpitala chciał uniknąć konsekwencji prawnych, wynikających z braku odpowiedniej umowy.


Martwego robotnika na przystanku znalazła policja. Funkcjonariusze dotarli do właściciela firmy remontowej. 45-letni  mężczyzna usłyszał zarzuty. Grozi mu do trzech lat pozbawienia wolności. - Podejrzany przyznał się do popełnionego czynu. Niewykluczone, że usłyszy kolejne zarzuty – powiedziała Małgorzata Słowińska z Prokuratury Okręgowej w Katowicach.

 

Polsat News