Oprócz Łukaszenki startuje przedstawicielka opozycji, działaczka  kampanii „Mów Prawdę!” Tacciana Karatkiewicz, szef uważanej za lojalną wobec reżimu Partii Liberalno-Demokratycznej Siarhiej Hajdukiewicz oraz naczelny ataman Białoruskiego Kozactwa i szef Białoruskiej Partii Patriotycznej Mikałaj Ułachowicz.

 

W badaniu niezależnego ośrodka NISEPI 45,7 proc. ankietowanych zadeklarowało chęć zagłosowania na Łukaszenkę,na  Karatkiewicz 17,9 proc. ankietowanych, na Hajdukiewicza 11,4 proc., a na Ułachowicza 3,6 proc.

 

- Wyborów w istocie nie ma. Na Białorusi to rytuał podobny do tego, jaki odbywał się w czasach sowieckich, gdy władza wybierała sama siebie. Naród odgrywa rolę dekoracji. Od początku do końca te wybory odbywają się pod ścisłą kontrolą władz, zgodnie ze scenariuszem władz i w tym scenariuszu nie przewidziano żadnych wariantów” - ocenił w rozmowie z PAP niezależny politolog Waler Karbalewicz.

 

- Łukaszenka umocnił swój wizerunek opatrznościowego silnego przywódcy za sprawą wojny na Ukrainie, która bardzo przestraszyła białoruskie społeczeństwo. Wielokrotnie powtarzał w ostatnich miesiącach, że nie dopuści do Majdanu na Białorusi, i podkreślał, że stabilność i pokój są ważniejsze niż dochody – dodaje Karbalewicz.

 

Są to piąte w historii niepodległej Białorusi wybory prezydenckie. Od wtorku trwa pięciodniowe głosowanie przedterminowe. W ciągu trzech pierwszych dni głosy oddało 18,69 procent wyborców. Wybory obserwuje ponad 900 obserwatorów zagranicznych: 382 osoby misji Wspólnoty Niepodległych Państw i 344 osoby z Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie. Wśród obserwatorów są też deputowani parlamentów oraz dyplomaci.

 

Wstępne wyniki badań exit polls mają zostać podane w niedzielę o 20.30.

 

PAP