Dotychczas reprezentacja Polski trzykrotnie grała ze Szkotami na Stadionie Hampden Park i nigdy tam nie przegrała. Odniosła dwa zwycięstwa i raz zremisowała. To dobry prognostyk dla biało-czerwonych przed czwartkowym meczem z zespołem gospodarzy w Glasgow.


Ze Szkotami zagramy po raz 10. Będzie to zatem mały jubileusz. Na razie mamy minimalnie lepszy bilans: 3 wygrane, przy 4 remisach i dwóch porażkach; 12 do 11 w golach. Gros z tych konfrontacji miała jednak wymiar towarzyski. Po raz pierwszy konkurujemy ze Szkotami w walce o miejscówki w finałach Mistrzostw Europy.

 

40 lat temu rywalizowaliśmy - bezskutecznie - o udział w Mundialu, nawiasem mówiąc rozgrywanym na Wyspach Brytyjskich, tyle, że gospodarzem była Anglia. Najpierw na Stadionie Śląskim w Chorzowie podzieliliśmy się punktami po golach Romana Lentnera oraz Denisa Lawa, skrzydłowego Manchesteru United, który do futbolowych kronik przeszedł pod pseudonimem "Rudowłosy diabeł", a w roku 1964 triumfował w plebiscycie "France Football" na najlepszego gracza Starego Kontynentu. Zaś w rewanżu pokonaliśmy w Glasgow miejscowych 2:1 za sprawą Ernesta Pohla oraz Jerzego Sadka. Tamten mecz odbył się na Hampden Park, który i 8 października będzie areną szkocko-polskiej potyczki. Czy też zakończonej dla nas pomyślnie, zależy od wykonawców strategii boiskowej selekcjonera Adama Nawałki.

 

Szkoci po dwu jesiennych przegranych z Gruzja i Niemcami zachowali jedynie teoretyczne szanse awansu. Jak wynika z przecieków medialnych porażka z Polską może zaowocować dymisją trenera Gordona Strachana, przed laty czołowego rozgrywającego Manchesteru Utd.