Firma wielokrotnie realizowała zamówienia z obozu dla uchodźców Saarbrucken z opcją "późniejszej zapłaty". Daje to możliwość uiszczenia należności dopiero, kiedy klient otrzyma produkt zgodny z zamówieniem. W Polsce nie można dokonywać zakupów w ten sposób. Przez rok - od czerwca 2014 do czerwca 2015 - osoby zarządzające sklepem nie zorientowały się, że najprawdopodobniej padły ofiarą kradzieży.

 

Prokuratura w Niemczech wszczęła śledztwo. Podejrzanych jest 41 pochodzących z Bałkanów osób, które nadal mieszkają w obozie. 59 osób zostało już zatrzymanych po działaniach prokuratury na Bałkanach. Są odpowiedzialne za 627 nieopłaconych zamówień. Nie udało sie ustalić, kto zamówił 335 przesyłek, ponieważ w adresie podano fałszywe nazwiska. W paczkach znajdowały się drogie ubrania i buty oraz walizki.

 

Firma nie komentuje sprawy. - Stale inwestujemy w zaawansowany system bezpieczeństwa, który pomaga nam wykrywać oszustwa jak najszybciej - powiedział jedynie rzecznik Zalando niemieckiej gazecie Handelsblatt.

 

W obozie dla uchodźców Saarbrucken w Lebach mieszkają cztery tysiące osób. Kierownictwo obozu krytykowane jest za przeciągające się procedury przyznawania azylu i zbyt długi czas przebywania w nim uchodźców. Negatywnie oceniane jest też za jakość oferowanych uchodźcom świadczeń rzeczowych, np. żywności oraz utrudnianie im dostępu do pieniędzy.

 

handelsblatt.com