Rosyjskie samoloty w ciągu weekendu dwukrotnie naruszyły turecką przestrzeń powietrzną przy granicy z Syrią. Turecka armia poinformowała też, że MiG-29 nieznanego pochodzenia w poniedziałek zakłócił lot patrolowy tureckich myśliwców F-16.

  

Resort dyplomacji Turcji zaprotestował przeciwko incydentom dwukrotnie wzywając ambasadora Rosji w Ankarze. Stanowczo wypowiedział się także szef tureckiego rządu zapowiadając, że nie będzie” żadnych ustępstw" w kwestii bezpieczeństwa tureckich granic i przestrzeni powietrznej.

 

Błąd i pogoda

 

Rosja tłumaczy, że pierwszy przypadek był wynikiem błędu i warunków pogodowych, a z drugim nie ma nic wspólnego. Rosyjski wiceminister obrony Anatolij Antonow zapewnił, że Moskwa jest gotowa do rozmów z Ankarą o unikaniu "nieporozumień" w Syrii.

 

Strona turecka ostrzega Rosję, ale wciąż jest gotowa do rozmów, zaś premier Ahmet Davutoglu zapewnia, że nie chce, aby konflikt w Syrii przekształcił się w kryzys na linii między Rosją a NATO czy spór turecko-rosyjski. W podobnym tonie wypowiedział się rzecznik rządzącej Partii Sprawiedliwości i Rozwoju Omer Celik.

 

- Rosja jest przyjacielem, ale jeśli naruszenia będą się powtarzać, będziemy to traktować jako zagrożenie, a nie zachowanie przyjazne – ostrzegł.

 

A może prowokacja

 

Naruszenie tureckiej przestrzeni powietrznej potępił w poniedziałek sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg, a Biały Dom nazwał to "prowokacją". Wczesniej Sekretarz Obrony USA Ashton Carter wezwał rosyjskie władze do kontaktu z Pentagonem w celu omówienia aktywności Moskwy w Syrii, wyrażając poważne obawy naruszaniem przestrzeni powietrznej Turcji.

 

Jak podaje rosyjska gazeta Kommiersant, w październiku szefowie MSZ Rosji i Turcji, Siergiej Ławrow i Feridun Sinirlioglu, mają spotkać się podczas prac grupy wspólnego planowania strategicznego. Prace te poprzedzą spotkania dwustronne na wysokim szczeblu. - Chociaż dokładnych dat nie określono, to planuje się, że spotkania się odbędą - ujawniło dziennikarzom "źródło" w ambasadzie Turcji w Moskwie.

 

Rosja od środy prowadzi naloty w Syrii. Twierdzi, że ich celem są dżihadyści z Państwa Islamskiego (IS) i inne grupy, np. powiązane z Al-Kaidą. Koalicja pod wodzą USA, która od roku atakuje z powietrza cele IS w Syrii i Iraku, zarzuca Rosji atakowanie opozycji syryjskiej, walczącej o obalenie wspieranego przez Rosję prezydenta Baszara el-Asada.

 

Wg Syryjskiego Obserwatorium Praw Człowieka, które monitoruje trwający od 2011 roku konflikt zbrojny, rosyjskie siły powietrzne przeprowadziły intensywne ataki w prowincji Hama i sąsiednich obszarach prowincji Idlib, na zachodzie Syrii.

 

PAP, Reuters