Ratownikom poszukiwania zaginionego kontenerowca od początku utrudniała bardzo zła pogoda, szalał wówczas huragan Joaquin, który zmniejszał szanse na odnalezienie ocalałych.

 

Statek wypłynął 29 września z Jacksonville na Florydzie mimo wcześniejszych ostrzeżeń ze strony meteorologów dotyczących huraganu, który nabiera na sile. Kontenerowiec ostatni sygnał wysłał w czwartek nad ranem, po tym jak zgłosił, że zaczął nabierać wody, a silniki nie działają.

 

Podczas akcji poszukiwawczej znaleziono zwłoki jednego z marynarzy, ale nie udało się ich wydobyć. Ratownicy natrafili także m.in. na pustą szalupę, kombinezony i koło ratunkowe.

 

We wtorek do Jacksonville przybyli członkowie Krajowego Zarządu ds. Bezpieczeństwa Transportu, aby zbadać okoliczności tragedii. Przedstawiciele instytucji podkreślali wówczas, że istotne będzie znalezienie czarnych skrzynek. Ich baterie działają 30 dni. Zarząd ma odczytać zapis rozmów między kapitanem a właścicielem statku. Oprócz tego śledczy sprawdzą, czy członkowie załogi polskiego pochodzenia przyczynili się do tragedii. Polacy na kontenerowcu mieli odpowiadać za przygotowanie maszyny do remontu.

 

Eksperci od spraw żeglugi ocenili, że była to najtragiczniejsza katastrofa statku płynącego pod banderą USA od ponad 30 lat.

 

PAP