Do Krakowa miał dotrzeć najdłuższy, prawie 43-metrowy tramwaj. Nie ma po nim śladu. W tej chwili po stolicy małopolski jeżdżą dwa z 36 zamówionych niskopodłogowych tramwajów. Trzeci dopiero został odebrany. Kontrakt na dostawę powinien zakończyć się trzy tygodnie temu. Miasto może to kosztować 60 proc. wartości całego kontraktu, czyli prawie 172 mln zł. Robi się coraz bardziej nerwowo, bo ewentualne kary umowne nie pokryją tej straty.


Łódź do 15 listopada ma otrzymać 22 swingi. Na razie nie ma żadnego. Jeżeli Pesa nie dostarczy ich do końca grudnia, miasto straci prawie 76 mln zł. Kontrakty opóźniają się także na 12 tramwajów dla Bydgoszczy i pięć dla Torunia. Projekt BiT City, w skład którego miały wejść nowe pociągi, ma na celu integrację obu miast.


Tylko osiem z dwudziestu pociągów czeka na PKP Intercity. Żaden nie został odebrany, bo pojawił się problem z homologacją.  Dofinansowanie w tym przypadku wynosi ponad 500 mln zł.


Nowych piętrowych pociągów nie otrzymały także Koleje Mazowieckie. Według umowy, powinny dotrzeć w sierpniu. - Znamy zasady rozliczeń unijnych. Zapewniam, że dostarczymy pociągi dla Kolei Mazowieckich do końca roku - mówi Marcin Jędryczka z zarządu Pesy.

 

Obeszli przepisy


- Zgodziliśmy się na urlop bezpłatny dla 30 pracowników, którzy pozytywnie odpowiedzieli na ofertę pracy w zakładach w Bydgoszczy - poinformował Marek Gancarczyk z MPK Kraków. Łódź wysłała do Bydgoszczy 90 pracowników: spawaczy, blacharzy, lakierników, stolarzy i elektryków. Bydgoska firma zapewnia zakwaterowanie i materiały, a pracownikom płaci MPK. Po zakończeniu pracy Pesa zwróci koszty użyczenia pracowników.


Problem pojawił się, gdy prawnicy dostrzegli, że unijne dofinansowanie można zakwestionować, kiedy w produkcji biorą udział pracownicy zamawiającego. Ale i tu znaleziono rozwiązanie. Łódzcy pracownicy składają tramwaje dla Bydgoszczy, a Pesa swoje siły kieruje na produkcję taboru dla Łodzi.

 

dziennik.pl