- Jesteśmy w kontakcie z armatorem statku oraz służbami ratunkowymi, na bieżąco monitorujemy sprawę - zapewnił rzecznik polskiego MSZ Marcin Wojciechowski. - Wciąż liczymy na pozytywny afekt akcji poszukiwawczo-ratunkowej - dodał.


W poszukiwaniach biorą udział śmigłowce i kutry amerykańskiej Straży Przybrzeżnej, oraz kutry ratunkowe i samolot amerykańskiej Marynarki Wojennej. Ekipy ratunkowe zlokalizowały z powietrza pływające po morzu kamizelki ratunkowe pochodzące prawdopodobnie z kontenerowca. W jedną z nich ubrane były zwłoki marynarza. Odnaleziono również uszkodzoną szalupę. Była to jedna z dwóch łodzi ratunkowych ze statku, któym płynęli m.in. Polacy.


Firma Tote Martime, armator statku, zapewnia, że na pokładzie była wymagana liczba kamizelek ratunkowych dla całej załogi, a każda z dwóch szalup mogła pomieścić 43 osoby. Straż Przybrzeżna podała, że kamizelki pozwalają na przeżycie w ciepłym morzu przez 4-5 dni, ale tym razem warunki były trudne i czas przeżycia mógł się znacznie skrócić.


El Faro zaginął w czwartek. Wiadomo, że tuż przed utratą łączności statek miał nieczynne silniki, 15-stopniowy przechył, a uszkodzenie spowodowało, że statek nabierał wody. Frachtowiec płynął z Jacksonville na Florydzie do San Juan na Portoryko i został uszkodzony w wyniku uderzenia huraganu Joaquin. W 33 osobowej załodze było pięciu Polaków. Poszukiwania rozbitków trwają.


PAP, Reuters