Kilka dni temu światowe media obiegła informacja, że Platini, legendarny francuski rozgrywający, a obecnie prezydent Europejskiej Federacji Piłkarskiej (UEFA), dostał w 2011 roku 2 miliony franków szwajcarskich (ok. 7,7 mln zł) od FIFA. Kilka tygodni później Platini zasugerował w liście do prezesów federacji, że muszą oddać swój głos w wyborach na prezydenta światowej federacji na Seppa Blattera. FIFA i Platini tłumaczą, że ten ostatni dostał w 2011 roku pieniądze za prace wykonane w latach 1998-2002.

 


- Pan Platini nie był przesłuchiwany w charakterze świadka. Przesłuchiwaliśmy go, traktując jako kogoś między świadkiem a oskarżonym" - podkreślił Michael Lauber, dodając, że jego biuro jeszcze nie zdecydowało czy postawić zarzuty Blatterowi. W piątek szwajcarska prokuratura wszczęła postępowanie przeciwko prezydentowi Międzynarodowej Federacji Piłkarskiej. Przeszukano siedzibę FIFA w Zurychu, w tym gabinet jej szefa.

 


Blatterowi zarzuca się podpisanie w 2005 roku niekorzystnego dla FIFA kontraktu z Karaibską Unią Piłkarską. Jej ówczesnym przewodniczącym był Jack Warner - były wiceprezydent FIFA z Trynidadu i Tobago, którego ekstradycji domagają się prowadzące odrębne śledztwo władze USA. Na nim również ciążą zarzuty korupcyjne, a jego ekstradycja do Stanów Zjednoczonych ma nastąpić 2 grudnia. We wtorek 72-letni Warner został dożywotnio zawieszony przez komisję etyki FIFA.

 


Platini do tej pory uchodził za faworyta w zbliżających się wyborach prezydenta FIFA. We wtorek powtórzył, że nie ma sobie nic do zarzucenia i że będzie się ubiegać o stanowisko szefa tej organizacji. Dzień wcześniej Blatter poinformował, że do 26 lutego, czyli do zaplanowanych wyborów, pozostanie na stanowisku prezydenta FIFA, mimo wszczętego przeciwko niemu postępowaniu karnemu.

 

 

 

CNN